Następnego
dnia, Fabar wstał późnym rankiem i zwołał w obozie naradę, na której miał
zamiar omówić dalsze plany.
-Jesteśmy
mniej niż dzień drogi od wioski-zaczął- Przygotujcie się, bo już jutro stoczymy
bój z bandytami. Nie możemy im przed tym dać się zobaczyć, tak więc nie wolno
nam iść do wioski. Odpoczniemy dwie godziny drogi od wioski, w Wąwozie
Straceńców. Tamtą też drogą przejdziemy za obozowisko bandytów, ale nie
martwcie się, dopiero te dwie godziny od wioski zaczniemy iść w stronę tejże
doliny.
Widać było,
że żołnierze bali się drogi Wąwozem Straceńców. Nic dziwnego, gdyż miejsce to
było owiane złą sławą. Niegdyś mieszkał tam trol, który rozkopywał mogiły na
wiejskim cmentarzu więziennym, i zabierał je do swojej jaskini. Bywało też tak,
że zabierał straże czekające na niego na cmentarzu w celu powstrzymania go
przed dalszą profanacją zwłok, lecz i ich zabrał. Nie wiadomo czy on nadal
żyje, gdyż od trzech lat nie dawał on najmniejszego znaku istnienia, a
wieśniacy nie kwapili się do sprawdzania tego.
Fabar się
nie mylił, gdyż już po osiem godzinach marszu, byli na rozstaju dróg między
drogą do Wąwozu Straceńców, a drogą do
wioski. Kolejne dwie godziny zajął im przemarsz w głąb wąwozu. Gdy już byli na
miejscu, rozłożyli obóz i ustalili kto będzie tej nocy pełnił wartę.
I tak
zakończył się trzynasty dzień ich wyprawy.
W nocy,
Fabar usłyszał dziwne warczenie połączone z sapaniem w pobliżu swojego namiotu.
Natychmiastowo wstał, zachowując przy tym ciszę i sięgnął do pasa po swój
miecz. Wyszeptał niezrozumiale pod nosem jakieś zdanie, i jego miecz
momentalnie stanął w płomieniach. Czym prędzej wybiegł w miejsce z którego
dochodził jego uszu ten dziwny dźwięk i załamał się z ogromu własnej głupoty,
gdyż owe dziwne dźwięki wydawał zwykły pies. Zdziwił się, gdyż ostatnią z
rzeczy które spodziewał się tu ujrzeć, był właśnie pies. Pogłaskał delikatnie
psa po głowie, a pies momentalnie wyczulił słuch i podniósł się. Obwąchał
Fabara, po czym delikatnie polizał jego dłoń.
-Wydaje mi
się- Zaczął Fabar- Że chyba się polubimy przyjacielu.
Fabar
pogłaskał delikatnie psa pod brodą, a on w odpowiedzi wesoło zamerdał ogonem.
Resztę
nocy, Fabar poświęcił na zapoznanie się ze swoim nowym kompanem.
Gdy nastał
ranek, Fabar ponownie zwołał naradę.
-Żołnierze!-
Zakrzyknął Fabar- Właśnie dziś
rozpocznie się walka z bandytami. Ale nie martwcie się, jesteśmy od nich lepiej
uzbrojeni i jest nas więcej. Tak więc odwagi! Pokonamy ich! Pamiętajcie aby
pojmać ich żywcem, ale nie róbcie tego na tyle głupio, że narazicie swe życie
lub zdrowie. Jesteśmy cztery godziny
drogi od ich obozowiska, więc w drogę!
-W drogę!-
Odkrzyknęli ochoczo żołnierze. Byli oni zahartowani w boju i sami zgłosili się
do wojska. Bardzo ochoczo wykonywali swoją pracę.
W czasie
podróży do obozowiska bandytów nie napotkali najmniejszego problemu, ani ku uldze
żołnierzy ani jednego śladu trola.
Jakiś czas
później, byli już na wzgórzu, tuż przed obozowiskiem bandytów. Postanowili, że zakradną
się do niego pod osłoną nocy. Więc przeczekali do zmroku, po czym pojedynczo
zakradli się na obrzeża obozu bandytów. Po krótkim czasie, wszyscy byli już w
wyznaczonym miejscu.
-Idziecie do
każdego namiotu dwójkami. Rozumiecie? –zapytał Fabar
-Rozumiemy- zgodnym
chórem odpowiedzieli żołnierze
-Ja i Ty
Herbercie, weźmiemy po namiocie na siebie- Oświadczył Fabar
Herbert
tylko kiwnął głową, po czym nakładając na wszystkich zaklęcie niewidzialności, przeniósł
ich nad murem obozowiska bandytów. Gdy byli już po drugiej stronie, Herbert
wyciągnął z sakwy jaskrawy kamień, po czym zacisnął na nim pięść. Z jego dłoni
popłynęła stróżka krwi, po czym jego ręka rozbłysnęła lekkim światłem. Skrzywił
się lekko, lecz po upływie kilku sekund, rana zasklepiła się
-Do tego
zaklęcia niezbędna mi była ogromna ilość energii. To był bolesny, aczkolwiek szybki
sposób na jej odzyskanie- Poinformował Herbert, po czym cisnął nad kamieniem na
drugą stronę muru. Słychać było tylko bardzo cichy huk-Teraz już mam na tyle
energii, aby móc walczyć z wami u boku.
Herbert
wymienił się porozumiewawczym spojrzeniem z Fabarem, po czym uśpił zaklęciem jedynego
wartownika który stał na straży. Wszyscy zgodnie z planem rozeszli się do
namiotów przeciwników.
Fabar
poszedł do namiotu dowódcy. Nie musiał iść ostrożnie, lecz lata praktyki
nauczyły go, by zawsze być czujnym. Gdy dotarł do środka namiotu, zauważył
tylko łóżko w którym leżała wyjątkowo mała postać, całkowicie przykryta kołdrą. Podszedł do niej bliżej z
zamiarem skrępowania jej liną przytroczoną do paska, po czym płynnym ruchem
zdjął całą kołdrę łóżka. Zobaczył na nim tylko postać psa poznanego wczorajszej
nocy z mordką nienaturalnie wygiętą geście uśmiechu. Ostatnią rzeczą jaką poczuł,
był silny cios w tył czaszki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz